Archiwa tagu: kwiecień

Jagged Alliance #01

Jagged Alliance

15 kwietnia 1995

27 urodziny obchodzi dziś Jagged Alliance. Tego dnia, w 1995 roku nakładem Sir-Tech do sklepów trafiła wyprodukowana przez Madlab Software pierwszą część turowej strategii z elementami RPG. Gra odniosła duży sukces zarówno wśród graczy, jak i recenzentów branżowej prasy. Została najlepiej sprzedającym się tytułem w historii Sir-Techu spoza serii Wizardry. Ex aequo z pierwszym Heroes of Might & Magic została uznana najlepszą strategią turową 1995 roku. Wreszcie, dała początek serii, na którą składają się dwie pełne części gry, kilka dodatków, spin-offów i remake’ów na inne platformy. Obecnie czekamy na trzecią odsłonę sagi, która już kilka razy została zapowiedziana, anulowana i przejmowana przez inne studia deweloperskie. Na dziś prawa do marki znajdują się w rękach THQ Nordic a produkcją trójki zajmuje się Haemimont Games znane chociażby z trzech części Tropico. Data premiery nie została ogłoszona.

// screenshoty z serwisów GOG i MobyGames

Midnight Club II #01

Midnight Club II

8 kwietnia 2003

Obecnie Rockstar Games kojarzy się głównie z serią Grand Theft Auto, ewentualnie z Red Dead Redemption. Nieco starsi gracze z pewnością dodadzą do tej listy Maxa Payne’a oraz Manhunt. Mało kto jednak pamięta, że oprócz gier akcji, studio to tworzyło również gry wyścigowe pod szyldem Midnight Club. Druga odsłona tej serii obchodzi dziś 19 urodziny. Nie była to zła gra, w branżowej prasie otrzymała raczej pozytywne oceny, jednak rynku nie zawojowała i dziś mało kto już o niej pamięta. Zwłaszcza, że jakiś czas temu została wycofana ze Steama z powodu zakończenia licencji na wykorzystanie utworów ze ścieżki dźwiękowej, Ot, uroki cyfrowej dystrybucji.

Wydawałoby się, że przepis na sukces jest gwarantowany: otwarty świat, nocne uliczne wyścigi a potencjalni odbiorcy rozgrzani do czerwoności dwoma pierwszymi filmami sagi o Szybkich i Wściekłych. Co zatem poszło nie tak? Czasem nie wystarczy być dobrym, trzeba być najlepszym. I w tamtej chwili najlepsze okazało się Electronic Arts, które postanowiło nieco zmienić scenerię swojej serii Need for Speed i przenieść ją z malowniczych tras, po których ścigaliśmy się egzotycznymi super-samochodami w świat nielegalnych wyścigów po ulicach spowitego mrokiem Olympic City.

Wszystko to, a także brak licencji na prawdziwe samochody, brak tuningu mechanicznego samochodów i tylko bardzo ograniczone możliwości malowania pojazdów sprawiły, że wyścigi Rockstara sprzedały się znacznie słabiej niż propozycja konkurencji. I to pomimo faktu, że w Midnight Club II poruszamy się nie po jednym zmyślonym a po trzech prawdziwych miastach: Paryżu, Tokio i Los Angeles, w których bez problemu możemy odnaleźć charakterystyczne elementy architektury jak: Wieża Eiffela, Luwr, Tokyo Tower, czy wzgórza Hollywood.

// screenshoty z serwisu MobyGames

Goat Simulator #01

Goat Simulator

1 kwietnia 2014

8 lat temu Szwedzi z Coffe Stain Studios wydali Goat Simulator. Ciężko sobie wyobrazić bardziej właściwą datę premiery niż Prima Aprilis, gdyż już sam tytuł i bohater(-ka?) tej produkcji to parodia wymierzona w powstające na masową skalę symulatory wszystkiego: od samolotów i ciężarówek, przez pociągi, autobusy i transport miejski, aż po maszyny rolnicze, budowlane, czy nawet symulację zawodu chirurga.

Wikipedia (a za nią inne serwisy) podaje, że Goat Simulator powstał w trakcie game jamu, ale ta informacja została zdementowana przez deweloperów. Nadinterpretacja pochodzenia symulatora kozy wzięła się z niefortunnego użycia tego terminu, gdy członkowie studia po wydaniu gry Super Sanctum TD nie mieli pomysłu na kolejną produkcję. Po trwającej miesiąc burzy mózgów, nazwanej właśnie „wewnętrznym game jamem”, powstał prototyp, który zaprezentowano publicznie i spotkał się on z bardzo entuzjastycznym przyjęciem. Finalny produkt w swej pierwotnej wersji otrzymał mieszane recenzje, ze względu na sporą ilość glitchy i bugów, które z czasem zostały naprawione i dziś oceny tytułu są bardzo pozytywne. Gra doczekała się także konwersji na inne systemy operacyjne poza Windowsem, portów na telefony, tablety, dwie generacje PlayStation i Xboxa a ostatnio także na Nintendo Switch.

W grze wcielamy się w tytułową kozę i mamy (w podstawowej wersji) do dyspozycji dwie lokacje, w których naszym jedynym zadaniem jest zrobienie jak największej rozwałki. Punkty otrzymujemy także za styl, podskoki, obroty, stanie na dwóch nogach, na wzór gier deskorolkowych, jak np. Tony Hawk’s Pro Skater. Jak przystało na prześmiewczą produkcję, możemy tu znaleźć mnóstwo easter-eggów i nawiązań do innych gier, czy aktualnych wówczas wydarzeń. Jak dla mnie, to idealna gra, gdy czuję potrzebę chwilowego odmóżdżenia i oderwania od rzeczywistości. Bywają takie momenty, że nic nie sprawia większej przyjemności, niż totalna demolka. Goat Simulator jako sandbox jest dość krótki i prosty, cała idea polega na włóczeniu się bez celu. Jeśli jednak polujecie na platyny na PlayStation czy calaki na Xboksie, radzę uważać. Achievment / trofeum „The Flapmaster”, który zdobywamy grając w parodię bardzo niegdyś popularnego Flappy Birda bywa niezwykle frustrujący.

// screenshoty własne z wersji na PlayStation 4

Kunio-kun no Nekketsu Soccer League #01

Kunio-kun no Nekketsu Soccer League

23 kwietnia 1993

Zupełnym przypadkiem okazało się, że dziś 28 urodziny obchodzi gra, o której wspomniałem przy okazji poprzedniego wpisu dotyczącego Soccer na NESa. Kunio-kun no Nekketsu Soccer League, u nas bardziej znana pod tytułem Goal 3, to także piłka nożna, ale w zdecydowanie innej odsłonie. Młodsza o 8 lat, z dużo lepszą grafiką, zdecydowanie bardziej dynamiczna i bardziej arcade’owa. Faule nie istnieją, żółte i czerwone kartki tym bardziej a sędzia wydaje się, że wziął urlop. Strzelenie gola czasami wydaje się sprawą drugorzędną, bardziej chodzi tu o efektowne wyłuskanie piłki spod nóg przeciwnika, sprawiając przy okazji by przez najbliższe kilka sekund nie był w stanie podnieść się z murawy. Podczas meczu przeszkadza nam nie tylko oponent, ale i pogoda. Rozgrywając mecz w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, przy odrobinie (nie)szczęścia w sytuacji sam na sam z bramkarzem przeciwnika możemy zostać trafieni piorunem i marnujemy kolejną setkę niczym Milik w reprezentacji.

W pierwszej połowie lat 90-tych nie miałem sprzętu typowo do gier. Zarówno Amiga, jak i Pegasus mnie ominęły, bo w domu stało zakupione w celach naukowych 286. Z gier sportowych posiadałem jedynie koszykówkę Lakers vs Celtics, ale żadnej piłki nożnej. Dlatego futbolowo ten okres kojarzy mi się z wizytami u znajomych. Albo był to Sensible Soccer na Amidze, albo właśnie Goal 3 na Pegasusie. Obie produkcje mają swój niepowtarzalny urok i z obiema spędziłem niezapomniane dziesiątki godzin. A potem w domu zagościł 486 i nastała FIFA od Electronic Arts, która panuje do dnia dzisiejszego. Od czasu do czasu jej dominacja przerywana jest PESem od Konami, a wcześniej także dość zapomnianą dziś produkcją Gremlin Interactive: Actua Soccer.

To jak, co było najlepszą piłką na Pegasusa? Soccer od Nintendo czy jednak Goal 3? A może coś jeszcze innego?

// screenshoty własne z emulatora Nestopia

Soccer #01

Soccer

9 kwietnia 1985

36 lat temu premierę miała jedna z pierwszych sportowych symulacji futbolowych, wydany na NESa (a właściwie na Famicoma) „Soccer”. U nas pozycja mniej znana, gdyż w tamtych czasach o pierwszej konsoli Nintendo mało kto słyszał. Zaś nieco później, gdy pod strzechą zagościł już Pegasus, grało się w Goal 3 (aka Kunio-kun no Nekketsu Soccer League). A jednak dla mnie to pozycja dość szczególna, gdyż najprawdopodobniej była to pierwsza elektroniczna piłka nożna, w jaką miałem okazję zagrać.

Mówię prawdopodobnie, gdyż po tylu latach pamięć może być zawodna, ale przez mgłę kojarzę pewną imprezę u znajomych. Historia, jakich wiele w końcówce lat 80-tych. Rodzice spotykają się na urodzinach czy imieninach przy stole w dużym pokoju, a dzieciaki zostają oddelegowane do innego pomieszczenia, by syn gospodarzy zajął się młodszymi gośćmi. Chłopak miał to szczęście, że posiadał wujka w Stanach, czy innej Anglii i ten przywoził czasem prezenty. Młody nie dość, że miał w pokoju własny telewizor, to jeszcze tuż obok niego stał NES. Oprócz obowiązkowego zestawu Super Mario Bros i Duck Hunt z pistoletami, miał także „piłkarzyki”, czyli właśnie opisywany „Soccer”.

Grę uruchomiłem w zasadzie tylko po to, by zrobić trochę screenów do niniejszego wpisu. A jednak nie mogłem powstrzymać się od ukończenia kilku meczów i pokonaniu komputerowego przeciwnika na coraz to większym poziomie trudności. Nie jest to wybitny tytuł. Już w czasach, gdy się ukazał zarzucano mu, że był powolny, z dość przeciętną grafiką i nijakimi zawodnikami. Soccer miał jednak to coś, co sprawiało, że przez prasę został uznany za najlepszą piłkę nożną dostępną na domowe konsole tamtego okresu, co także przełożyło się na sukces kasowy. Nintendo sprzedało imponującą, nawet jak na dzisiejsze czasy, liczbę niemal dwóch milionów kartridży.

// screenshoty własne z emulatora Nestopia