Archiwum kategorii: kartka z kalendarza

Blood II: The Chosen #00

Blood II: The Chosen

25 listopada 1998

Jak już kiedyś wspominałem, doskonale pamiętam #21 numer magazynu Reset ze stycznia 1999 roku. Wydanie to otwierały trzy recenzje FPSów: dwie autorstwa red. RooSa – Half-Life i Sin oraz jedna napisana przez red. Mamuta opisująca sequel gry Blood. Co znamienne, wszystkie z tych gier otrzymały ocenę 9/10, ale dziś po latach możemy stwierdzić, że tylko jedna z nich uzyskała status kultowej pozycji.

Tytułem ten nie jest Blood II: The Chosen, świętujący dziś 24 urodziny. Co więcej, patrząc z perspektywy czasu, można stwierdzić, że ta „dziewiątka” była oceną przyznaną mocno na wyrost. Przypomnijmy jakie mamy wtedy czasy. Jest rok 1998 – przez wielu (także przeze mnie) nazywany najlepszym rokiem w historii gier. Mamy też złoty okres FPSów, między innymi dzięki szybkiemu rozwojowi kart graficznych i akceleratorów 3D. Pierwszoosobowe strzelanki produkowane są niemal masowo i żeby się przebić trzeba czymś się wykazać. Tego jednak dzisiejszemu jubilatowi brakło.

Cytując recenzję z Gamblera (numer z marca 1999): „Blood II to gra powyżej przeciętnej, jednak najsłabsza z ważnych tytułów ubiegłego roku. Nie ma rozmachu Half-Life czy Sina, oryginalności i atmosfery Thiefa, ani grafiki Unreala”. I to właśnie Gambler zachował największą trzeźwość umysłu przyznając drugiemu Bloodowi „siódemkę”. Tak samo ja też go zapamiętałem i podobne opinie można znaleźć w agregatorze ocen Metacritic. To wciąż przyzwoita gra, ale nic poza tym. Nie powtórzyła sukcesu pierwszej części i gdyby nie magia jedynki, dziś o Blood II: The Chosen z pewnością mało kto by pamiętał.

// screenshoty ze sklepów GOG i Steam oraz z serwisu MobyGames

Tyrian 2000 #01

Tyrian 2000

18 listopada 1999

23 lata temu ukazał się Tyrian 2000 – gra napisana przez Eclipse Productions, która była moją pierwszą strzelaniną, gdzie kierujemy statkiem poruszającym się w górę ekranu. W polskim słownictwie raczej nie ma ładnego określenia na „vertically scrolling shooter”. Pomijam pojedyncze przygody w River Raid na małym Atari u kolegi, czy też kilka żetonów, które wrzuciłem w osiedlowym barakowozie do automatów z Galagą, 1942 lub ich pochodnymi. Stałym bywalcem salonów gier z resztą nie byłem. Wolałem w domowym zaciszu usiąść przed swoim PC-tem. I to właśnie platforma, do której miałem dostęp na co dzień zapewne sprawiła, że to dzisiejszy jubilat był pierwszą grą tego rodzaju, którą mogłem zgłębić. Poza Space Invaders (które swoją drogą jest bardzo uproszczoną wersją gatunku, gdyż ekran jest statyczny a statek nie sprawia wrażenia poruszania się do przodu) nie kojarzę bym miał szansę w coś podobnego zagrać. Wydaje mi się, że koledzy z Pegasusem, C64 lub Atari mieli większy wybór.

Tyrian 2000 spodobał mi się od samego początku z jednego powodu. Oprócz typowej arcade’owej rozrywki, gdzie wsiadamy do statku, otrzymujemy kilka żyć i lecimy przed siebie zbierając power-upy aż nas ostatecznie nie zestrzelą na dobre, otrzymaliśmy także tryb kariery. Pełna gra zawiera wątek fabularny składający się z 5 epizodów a każdy z nich to jakieś 10 poziomów, wliczając w to secret i bonus levele. Jako Trent Hawkins, młody utalentowany pilot gwiezdnej floty otrzymujemy lekki statek bojowy z bardzo podstawowym wyposażeniem i 10000 kredytów na jego ulepszenie. Oczywiście pieniądze skończą się zanim zdążymy cokolwiek wartościowego zakupić, ale przynajmniej wystarczy to na przejście pierwszego poziomu i pokonanie pierwszego bossa. Potem, za każdym razem między etapami, otrzymujemy możliwość rozbudowy statku o dodatkowe systemy broni, lepsze tarcze czy też generator, a w dalszej części także nowe, lepsze modele myśliwców.

Przez długi czas, w zasadzie to do momentu przygotowania tego wpisu, byłem przekonany, że Tyrian 2000 to samodzielna gra, pierwsza i jedyna w serii, która nie doczekała się kontynuacji. Dopiero w tym tygodniu czytając historię powstania odkryłem, że tak naprawdę jest to trzecia wersja (tak, wersja – nie część) gry zatytułowanej po prostu Tyrian a wydanej 4 lata wcześniej. Pierwszy Tyrian 1.0 został wydany jako shareware i zawierał tylko jeden epizod. Pełna wersja oznaczona była numerkiem 1.1 i otrzymała dwa kolejne epizody. Wersja 2.0 wzbogaciła się o czwartą część fabuły a także o tryb dla dwóch graczy. I wreszcie wersja 3.0 dostała dodatkowy numerek 2000 przy tytule (częsty zabieg wydawców oprogramowania na przełomie mileniów), piąty epizod i dodatkowe statki. Co ciekawe, grafika przez te kilka lat w zasadzie w ogóle się nie zmieniła.

W 2004 roku gra została uwolniona i odtąd rozpowszechniana jest jako freeware. Obecnie najłatwiej pobrać ją z GOGa, gdzie otrzymujemy gotową paczkę opakowaną w DOSBoxa, dostosowaną do współczesnych wersji Windowsa i macOSa. Możemy też pobrać z GitHuba źródła i samodzielnie je skompilować, gdyż oryginalny kod źródłowy (w Pascalu i Assemblerze) został udostępniony w 2007 roku i przepisany do C jako projekt OpenTyrian.

// screenshoty własne z darmowej wersji dostępnej na GOGu

Postal 25th anniversary

Postal

14 listopada 1997

Ćwierć wieku kończy dziś seria Postal. Tego dnia, w 1997 roku ukazała się pierwsza część będąca, w przeciwieństwie do trzech kolejnych odsłon, nie FPSem ani TPP, a strzelanką z widokiem izometrycznym. Niemal od razu stała się ulubioną pozycją nie tyle graczy, co wszelkich organizacji walczących z grami wideo i uważających je za źródło całego zła na naszej planecie. Może i nawet częściowo mieli racje, bo w pierwszym Postalu nie chodzi o nic innego, jak o wyeliminowanie z kolejnych planszy jak największej ilości żywych istot.

Jako główny bohater, Postal Dude, udajemy się w różne miejsca z typowo amerykańskiego krajobrazu: park przyczep campingowych, farma, baza wojskowa i tam dokonujemy masakry bogu ducha winnych ludzi. W pierwotnej wersji, zwieńczeniem wszystkich poziomów była szkoła podstawowa. I pomimo faktu, że wszystkie bronie okazywały się być zupełnie nieszkodliwe dla dzieci, a nasz bohater ostatecznie kończył w psychiatryku, producent zadecydował o usunięciu tego etapu w kolejnych wersjach gry.

Postal Dreamcast

Z ciekawostek, obecnie Postal nie tylko jest dystrbuowany jako freeware (można go pobrać za darmo z GOGa lub Steama), ale także kod gry został upubliczniony przez studio Running With Scissors. Deweloperzy zapowiedzieli to w 2015 roku, stawiając warunek, że ktoś obieca napisać port gry na Dreamcasta. Twórcy Postala słowa dotrzymali rok później a wyzwania podjęło się studio WAVE Game Studios. Na premierę musieliśmy trochę poczekać, ale w czerwcu tego roku prace zostały ukończone i po 25 latach od premiery pierwotnej wersji retromaniacy trzymający jeszcze na strychach ostatnią konsolę Segi mogą odpalić na swym sprzęcie świeżutkiego GD-ROMa z nowym-starym Postalem.

// screenshoty i concept arty z oficjalnej strony Running With Scissors

Prawo Krwi #01

Prawo Krwi

11 listopada 1995

104 lata temu Polska odzyskała niepodległość po grubo ponad wieku nieobecności na mapach świata. Ten niezwykle ważny dla historii naszego kraju dzień jest także na swój sposób obchodzony w giereczkowej branży. GOG co roku przygotowuje specjalne oferty na tytuły wywodzące się z naszego kraju, a czasem do akcji włącza się także Steam. I na Koyomi nie mogłoby być inaczej, w dzisiejszym wpisie musiał zagościć tytuł wywodzący się z naszej ojczyzny. W 77. rocznicę zakończenia pierwszej wojny światowej na Amigę ukazało się Prawo Krwi.

Jest to chodzona bijatyka napisana przez studio MyysArt, w skład którego wchodzili aktywni członkowie polskiej sceny amigowej, zaś wydana przez dobrze dziś wszystkim znany Techland. Gra powstała mniej więcej w tym samym czasie co trzecia odsłona Mortal Kombat i była reklamowana jako jego polski odpowiednik. Pamiętacie słynne hasło z Gambleriady? „Wyrzuć MORTAL KOMBAT 3! Postaw na Polaków!” Jeśli chodzi o styl graficzny, to rzeczywiście można odnaleźć analogię. Oba tytuły zawierają digitalizowane postacie powstałe przez zeskanowanie i wykorzystanie do stworzenia klatek animacji zdjęć zrobionych aktorom.

Na tym jednak podobieństwa się kończą. W serii Mortal Kombat pojedynkujemy się z jednym przeciwnikiem, czy to żywym, czy też kontrolowanym przez komputer. Prawo Krwi natomiast nawiązuje stylem rozgrywki do takich klasyków jak Double Dragon, Final Fight czy Cadillacs & Dinosaurs. Jest to zatem tzw. beat’em up, gdzie naszym zadaniem jest przejście kolejnych poziomów z lewej strony ekranu w prawo i pokonanie licznych wrogów, by na końcu każdego levelu stoczyć walkę z bossem. Mało tego, część poziomów przenosi nas do widoku pierwszoosobowego, a inne skupiają się na pościgach samochodowych z lotu ptaka à la pierwsze GTA.

Oceny w prasie były zaskakująco wysokie, zwykle mocna siódemka (chociaż taki Gambler mocno zaszalał i wystawił 90%). Nie zapominajmy jednak, że były to czasy, gdy za sam fakt bycia polską grą dodawano tak ze 2 punkty. Według recenzentów Prawo Krwi bardzo wciągało, ale tylko na moment. Po dłuższej chwili rozgrywka stawała się powtarzalna, monotonna i po prostu nudna. Niewątpliwie zaletą gry była jej cena. Podczas gdy Mortal Kombat 3 kosztował 189 złotych, Prawo Krwi zaledwie 36 PLNów.

// screenshoty z serwisów MobyGames, Lemon Amiga oraz własne

Streets of SimCity #00

Streets of SimCity

4 listopada 1997

Przez etap strategii ekonomicznych, czyli wszelkiego rodzaju gier, w których budujemy miasta, parki rozrywki, szpitale, itp. przechodził chyba każdy. Ja najwięcej czasu spędziłem najpierw z SimCity a później z SimCity 2000. I to przy tym drugim tytule niejednokrotnie marzyło mi się, by móc zejść do poziomu ulicy i przejść lub przejechać się po wybudowanym mieście.

Na Streets of SimCity natknąłem się już, gdy szczyt zainteresowania serią minął a pałeczkę naczelnego budowniczego w rodzinie przejął brat. Udało mi się jednak znaleźć stare zapisy i pojeździć samochodem po swoich metropoliach. Pamiętam, że gra nie była wybitna a patrząc dziś na oceny recenzentów można by rzec bardzo słaba. Wtedy jednak o tym nie wiedziałem i być może dlatego w ogóle mi to nie przeszkadzało.

// screenshoty z serwisów MobyGames oraz MyAbandonware

Guitar Hero III #01

Guitar Hero III

28 października 2007

15 lat temu ukazała się trzecia odsłona serii Guitar Hero o podtytule Legends of Rock. Była to moja pierwsza i zarazem jedyna gra z dziś nieco już zapomnianej serii, ale wówczas znajdującej się u szczytu popularności. Pierwszy kontakt z Guitar Hero zaliczyłem niecały rok później, pewnego sierpniowego popołudnia na firmowej imprezie, gdzie jedną z atrakcji był Xbox 360 z dwiema gitarami i GH3 odpalony w trybie PvP. Wygrany w pojedynku otrzymywał koszulkę, którą gdzieś jeszcze mam na dnie szafy. Jeszcze tego samego dnia po powrocie do domu zamówiłem swoją kopię. To samo uczynił kolega, również stażysta w tej samej pracy i pojedynki z gitarami stały się nieodłącznym elementem studenckich imprez w akademiku.

// screenshoty z serwisu MobyGames z wersji na Xbox 360 i Windows

Dark Earth #01

Dark Earth

21 października 1997

Szukając inspiracji do dzisiejszego wpisu zupełnie przypadkiem trafiłem na grę, która premierę miała równe ćwierć wieku temu, a o której mało kto już dziś pamięta. Dark Earth, czyli przygodówka TPP z elementami akcji i horroru, pozycja, w którą nigdy nie grałem, ale doskonale pamiętam z recenzji w ówczesnej prasie a zwłaszcza z okładki 48. numeru Secret Service – wakacyjnego wydania z 1997 roku. Co ciekawe, gra w ogóle w tym numerze SS się nie pojawia. Nie ma nawet najmniejszej wzmianki, chociażby w relacji z targów E3.

Secret Service #48 – lipiec/sierpień 1997

Recenzje, przynajmniej w polskiej prasie, zaczęły pojawiać się tuż po wakacjach: w Secret Service we wrześniu a w Resecie w październiku. Te dwa czasopisma nałogowo w tamtych czasach czytałem i w obu redaktorzy wypowiadali się o Dark Earth w samych superlatywach przyznając ocenę 9/10. Zachęcony lekturą (dzięki dobrodziejstwu naszych czasów, jakim jest serwis archive.org) zapragnąłem sprawdzić czym zachwycano się 25 lat temu. I tu niestety odbiłem się od ściany. Tytuł nie jest dostępny na żadnej z platform cyfrowej dystrybucji. Ciężko też dojść do tego, kto obecnie jest w posiadaniu praw autorskich do tytułu, bo producent Kalisto Entertainment zbankrutował na początku XXI wieku mniej więcej w czasie gdy pękła bańka internetowych dot-comów. Cała nadzieja w GOGu, bo już nie takie projekty wyciągali z zaświatów i dostosowywali do dzisiejszych sprzętów i systemów operacyjnych.

Na zakończenie przytoczę cytat z recenzji w SSie autorstwa red. Banana Split: „DARK EARTH jest moim faworytem do miana gry tego roku (ale czekam na UBIKA i FALLOUT)”. Po 25 latach chyba oczywista wydaje się odpowiedź na pytanie który z tych trzech tytułów powinien być uznany za grę roku 1997 i który z nich wywarł największy wpływ na rozwój branży gier na kolejne ćwierć wieku.

// screenshoty i concept arty serwisu MobyGames

Dead Space #01

Dead Space

14 października 2008

14 lat temu otrzymaliśmy od Electronic Arts pierwszą część survival horroru Dead Space. Tytuł inspirowany takimi klasykami gatunku jak serie Resident Evil i Silent Hill, a także filmami Ukryty Wymiar i Solaris. Gra przenosi nas do XXVI wieku, w czasy, gdy ludzkość opanowała podróże międzygalaktyczne i skolonizowała wszechświat. Ziemia tymczasem została niemalże wyludniona z powodu wyczerpania surowców naturalnych. Postać, w którą się wcielamy – Isaac Clarke jest inżynierem na statku kosmicznym USG Kellion, który zostaje wysłany na odległą planetę Aegis VII celem zbadania sygnału alarmowego nadanego przez statek górniczy USG Ishimura. Wkrótce po przybyciu nasz bohater odkrywa, że cała załoga jednostki wydobywczej została zgładzona. Tuż potem tajemnicza rasa Nekromorfów atakuje nowoprzybyły statek ratunkowy i w efekcie z Kellionu żywcem uchodzi tylko Isaac i dwóch innych członków załogi.

Głównym celem gracza, po przejęciu kontroli nad protagonistą, jest przede wszystkim przeżycie. Walcząc z wrogo nastawionymi stworami, mieszkańcami Aegis VII, musimy dowiedzieć się co dokładnie wydarzyło się przed naszym przybyciem, a także znaleźć sposób na wydostanie się z nieprzyjaznej planety. Walka w Dead Space nie polega na bezmyślnym strzelaniu do hord potworów. Tutaj wrogowie są silni a każda potyczka może stanowić nie lada wyzwanie. Atmosferę grozy dodatkowo buduje ograniczone oświetlenie. Przeciwnicy nierzadko pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie a wszystkiemu oczywiście towarzyszy odpowiednio dobrana oprawa dźwiękowa.

Po premierze tytuł zebrał bardzo pochlebne recenzje, ze średnią ocen zbliżoną do 90% na każdym z dostępnych sprzętów: PC, Xbox 360 i PlayStation 3. Otrzymał też kilkanaście nagród w różnych plebiscytach, z czego większość za oprawę audio. Gracze do tej pory ciepło wypowiadają się o Dead Space, jednak nie przełożyło się to na dobrą sprzedaż. Do końca roku, mimo intensywnej kampanii marketingowej, rozeszło się zaledwie 421 tys. kopii na wszystkich platformach łącznie. Wynik ten odebrano jako rozczarowanie i wraz z innym tytułem od EA z tamtego okresu – Mirror’s Edge, Dead Space przyczynił się do obniżenia prognoz zysków korporacji w tamtym roku fiskalnym. Obecnie czekamy na remake, którego premiera została zaplanowana na styczeń przyszłego roku. Można zaobserwować, że machina marketingowa powoli się rozkręca. Zobaczymy czy nowa wersja przebije sprzedażą oryginał, który ostatecznie trafił do około dwóch milionów graczy.

// screenshoty ze sklepów GOG i Steam

Fallout 25th anniversary

Fallout

9 października 1997

Jeśli śledzicie jakiekolwiek wiadomości związane z tematyką gier, z pewnością już dotarła do Was informacja, że w tym miesiącu Bethesda hucznie świętuje 25. urodziny marki Fallout. Dokładnej daty premiery po raz kolejny nie sposób odnaleźć, gdyż każdy serwis podaje inną wersję. Oficjalna strona Bethesdy mówi tylko „październik” bez konkretnego dnia. Steam i GOG podają 30 września, Wikipedia 10 października, zaś moje najbardziej zaufane źródło, czyli strona MobyGames sugeruje, że 25 urodziny Fallout obchodzi właśnie dziś, czyli 9 października. Z czasem seria stała się synonimem postapokaliptycznego RPGa i obecnie jakakolwiek gra z tego gatunku by nie wyszła, nie sposób, by uniknęła porównania z Falloutem. Nawet druga i trzecia część Wastelanda, były reklamowane jako tytuły, będące następcą gry, której duchowym spadkobiercą były pierwsze dwa Fallouty.

Dla mnie Fallout był jednym z pierwszych RPGów w jakie się zagrywałem i o ile pamięć mnie nie myli pierwszym, którego przeszedłem. Niejednokrotnie już wspominałem, że na samym początku mojej kariery gracza nie lubiłem tego gatunku. Role-play’e kojarzyły mi się z mrocznymi, ciężkimi produkcjami, zupełnie nieprzystępnymi dla dzieciaka z podstawówki, który jeszcze niezbyt pewnie władał językiem Shakespeare’a. Nastawienie to najpierw zmieniło Diablo, a następnie dzięki takim produkcjom jak Baldur’s Gate i właśnie Fallout, RPGi stały się moim ulubionym typem gier.

Dziś seria Fallout urosła w sumie do dziewięciu pozycji: czterech głównych części, dwóch spin-offów: New Vegas i MMO Fallout 76, oraz trzech innych tytułów niebędących typowymi RPGami: taktyczna strategia Fallout Tactics, konsolowy Action-RPG Brotherhood of Steel, oraz powstała z myślą o telefonach symulacja zarządzania schronem Fallout Shelter, później przeportowana także na platformy stacjonarne. Obecnie czekamy na Fallouta 5, choć ciężko, nawet w dużym przybliżeniu określić, kiedy możemy się go spodziewać. W czerwcu tego roku Todd Howard, szef Bethesdy, obecnego właściciela praw do marki Fallout zapowiedział, że studio zajmie się piątą częścią postapokaliptycznego RPGa zaraz po tym, gdy światło dzienne ujrzy The Elder Scrolls VI. Ten z kolei nadal znajduje się w fazie przedprodukcyjnej a prace pełną parą ruszą nie wcześniej niż po premierze gry Starfielda, która obecnie planowana jest na pierwszą połowę 2023 roku.

A na deser oprócz zwyczajowych screenshotów także trochę grafik koncepcyjnych, szkiców i renderów z GOGa oraz z serwisu MobyGames.