Archiwa tagu: sierpień

Super Mario Kart #01

Super Mario Kart

27 sierpnia 1992

Dokładnie 29 lat temu Mario dostał swój pierwszy gokart. Tego dnia w Japonii premierę miał spin-off przygód Super Mario, który z czasem przerodził się w pełnoprawną serię Mario Kart. Dziś licząca już kilkanaście części wraz ze wszystkimi wersjami pobocznymi Arcade, VR i rzeczywistości rozszerzonej. Niemal każda z nich spotykała się z bardzo pozytywnym przyjęciem, zarówno ze strony prasy i serwisów branżowych, jak również wśród graczy, plasując się w czołówce najlepiej sprzedających się gier na poszczególne konsole. Super Mario Kart ze sprzedanymi 8,76 mln egzemplarzy był czwartym tytułem o największym nakładzie na SNESa.

Odnoszę wrażenie, że wyścigi z Mario w roli głównej do pewnego czasu były w Polsce zupełnie nieznane. Początek lat 90-tych w naszym kraju to dominacja Amigi i Pegasusa, końcówka stała już pod znakiem PlayStation i PC-tów. Konsole Nintendo zawsze gdzieś tam pojawiały się na marginesie sprzedaży, ale aż do czasów Switcha nie udało im się zawojować rynku. Jeżeli tak jak ja, nie byłeś dawniej zagorzałym fanem Nintendo, jest spora szansa, że o Super Mario Kart, podobnie jak o wielu innych tytułach wydanych na SNESa lub Nintendo 64, usłyszałeś na fali popularności nurtu retro w grach komputerowych. Bodajże 8 lat temu kupiłem SNESa, swoją pierwszą konsolę Nintendo, a wraz z nim między innymi Super Mario Kart. Do dziś grywam w niego regularnie, zwłaszcza z młodszym członkiem rodziny. Aczkolwiek zdecydowanie częściej podłączamy SNESa mini niż starszego pełnowymiarowego brata.

// screenshoty własne zrobione na SNESie Mini

Lionheart: Legacy of the Crusader #01

Lionheart: Legacy of the Crusader

13 sierpnia 2003

18 lat mija dziś od premiery Lionheart: Legacy of the Crusader, ostatniego (nie licząc konsolowego Baldur’s Gate Dark: Alliance II) RPGa wydanego przez Black Isle przed zamknięciem studia na początku XXI wieku. „Fallout w średniowieczu” – to określenie jakie utkwiło mi w pamięci z tamtych czasów. Znany z pierwszej gry Black Isle system SPECIAL (od nazwy głównych atrybutów postaci: Siła, Percepcja, Wytrzymałość, Charyzma, Inteligencja, Zwinność i Szczęście), ze sporą ilością umiejętności do rozwoju i perków do wybrania; przeniesiony z postnuklearnych pustkowi Ameryki Północnej w sam środek XVI-wiecznej Europy; alternatywny świat, nawiedzony przez magię i demony; do tego możliwość spotkania historycznych postaci, takich jak Da Vinci, Machiavelli, Galileusz, Shakespeare czy Cervantes… czy to mogło się nie udać?

Niestety tak. Największy problem Lionhearta to dość nierówny poziom trudności. Na początku wydaje się niezbyt wygórowany, by w którymś momencie wystrzelić w kosmos. Trzeba naprawdę dobrze zaplanować rozwój postaci i dobór umiejętności, gdyż w przeciwnym wypadku dość szybko trafia się na ścianę nie do przeskoczenia ani obejścia. W trakcie gry trafiałem na momenty, gdzie w obrębie jednej lokacji walka z wrogami przypominała hack 'n slasha w stylu Diablo, by dosłownie chwilę później mieć kłopoty z pojedynczymi wrogami wyciąganymi jeden po drugim z większej grupki.

Grze zarzucano również niespójność historyczną. Wymienieni wyżej NPCe nie mieli prawa się wszyscy razem spotkać w jednym miejscu, gdyż żyli w różnych okresach (przykładowo od śmierci Da Vinciego do narodzin Galileusza minęło niemal pół wieku). To jednak nie przeszkadza w rozgrywce, jest miłym smaczkiem. W przeciwieństwie do faktu, że (w moim odczuciu) gra jest po prostu nudna. Jestem wielkim fanem poprzednich pozycji sygnowanym logo Black Isle. Zarówno pierwszych Falloutów, jak i wszystkich adaptacji świata D&D. Pod względem fabularnym było lepiej (Planescape: Torment) lub gorzej (Icewind Dale), ale nie było aż tak źle jak w Lionheart. Patrząc na poradniki i solucje, z których pomocy korzystałem, w chwili obecnej jestem gdzieś za połową głównego wątku, ale dalej tak do końca nie wiem co się dzieje i co jest moim celem. W Baldur’s Gate też mieliśmy za zadanie biegać po lochach, szukać zaginionych postaci, czy przedmiotów, jednak tam (mimo 5 lat dzielących te dwa RPGi) były one zdecydowanie bardziej zróżnicowane i jasno określone.

Może to moja subiektywna ocena, ale sądząc po opiniach, z jakimi spotkałem się zarówno w dzisiejszych serwisach, jak i w growej prasie sprzed kilkunastu lat, moje odczucia nie są odosobnione. Nie zrozumcie mnie źle, Lionheart nie jest grą złą. To raczej średniak, który jest dość specyficzny, przez co może przypaść do gustu bardzo wąskiemu gronu odbiorców.

// screenshoty własne z wersji dostępnej na GOGu